Przegląd instalacji fotowoltaicznej: co obejmuje, ile kosztuje i czy jest obowiązkowy

Przegląd instalacji fotowoltaicznej, panele na dachu domu jednorodzinnego

Jeżeli masz fotowoltaikę na dachu skośnym i klasyczny falownik stringowy, jest spora szansa, że po przeczytaniu tego tekstu nie będziesz chciał tego przeglądu zamawiać.

Większość instalacji fotowoltaicznych, jest zamontowana tak, że pełne sprawdzenie wymagałoby zdemontowania modułów. Bez tego nie da się prawidłowo wykonać sprawdzeń zgodnych z normą.

Z wpisu dowiesz się:

  • czym różni się badanie instalacji z falownikiem stringowym, optymalizatorami i z mikrofalownikami,
  • dlaczego kształt dachu decyduje o cenie przeglądu bardziej niż moc instalacji,
  • co realnie da się sprawdzić, gdy pod panel nie da się zajrzeć.

Czy przegląd instalacji fotowoltaicznej jest obowiązkowy?

Tak.

Podstawą jest art. 62 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (Dz.U. z 2026 r. poz. 524, ze zm.):

Obiekty budowlane powinny być w czasie ich użytkowania poddawane przez właściciela lub zarządcę kontroli okresowej, co najmniej raz na 5 lat, polegającej na sprawdzeniu stanu technicznego i przydatności do użytkowania obiektu budowlanego, estetyki obiektu budowlanego oraz jego otoczenia; kontrolą tą powinno być objęte również badanie instalacji elektrycznej i piorunochronnej w zakresie stanu sprawności połączeń, osprzętu, zabezpieczeń i środków ochrony od porażeń, oporności izolacji przewodów oraz uziemień instalacji i aparatów.

Ustawa zakreśla więc pięć obszarów badania instalacji elektrycznej:

  • stan sprawności połączeń,
  • osprzęt,
  • zabezpieczenia i środki ochrony od porażeń,
  • oporność izolacji przewodów,
  • uziemienia instalacji i aparatów.

Instalacja fotowoltaiczna zlokalizowana na budynku jest częścią instalacji elektrycznej budynku, więc mieści się w tym zakresie.

⚠️ Obowiązek przeprowadzenia kontroli wynika z ustawy. To, w jaki sposób technicznie zbadać instalację fotowoltaiczną, opisują normy.

„Mam dom jednorodzinny, mnie to nie dotyczy”

Dotyczy.

Art. 62 ust. 2 rzeczywiście zwalnia właścicieli domów jednorodzinnych z kontroli okresowej, ale wyłącznie z tej, o której mowa w ust. 1 pkt 1 lit. a, czyli z badania elementów budynku narażonych na szkodliwe wpływy atmosferyczne. Kontrola pięcioletnia z pkt 2, razem z badaniem instalacji elektrycznej, obowiązuje domy jednorodzinne normalnie.

Rozpisaliśmy to szczegółowo w osobnym tekście: czy trzeba wykonywać okresowy przegląd elektryczny w domu jednorodzinnym.

Co obejmuje pełny przegląd fotowoltaiki

Instalacja fotowoltaiczna ma dwie strony i bada się je według dwóch różnych zestawów wymagań.

Strona przemienna AC – od falownika przez zabezpieczenia do rozdzielnicy, bada się tak samo jak resztę instalacji domowej.

Strona stała DC –  wszystko od modułów na dachu do falownika, to osobny zestaw prób opisany w normie PN-EN 62446-1:2016-08 wraz ze zmianą A1:2019-01, poświęconej badaniom, dokumentacji i utrzymaniu systemów fotowoltaicznych.

Norma dzieli badania na:

  • badania kategorii I – podstawowy zestaw sprawdzeń (niezbędne minimum)
  • badania kategorii II – dodatkowy zestaw sprawdzeń (opcjonalne, ale przydatne jako uzupełnienie)

Badania składają się z oględzin, prób, sprawdzeń, oraz pomiarów. Po stronie prądu stałego norma wymienia siedem prób.

1. Ciągłość przewodów ochronnych i wyrównawczych

Sprawdzenie, czy metal, którego można dotknąć, jest naprawdę połączony z przewodem ochronnym. Ta próba ma niżej osobną sekcję, bo jest najczęściej robiona pozornie, a w gruncie rzeczy jest najważniejsza i od niej zależy prawidłowość kolejnych sprawdzeń

Norma o fotowoltaice nie podaje tu żadnej wartości granicznej. Kryterium oceny bierze się z ogólnej normy dotyczącej sprawdzeń w instalacji: zmierzoną rezystancję przewodów ochronnych i wyrównawczych porównuje się z wartością wyliczoną z długości i przekroju przewodu, a nie z jakąś stałą liczbą.

2. Biegunowość

Sprawdzenie, czy plus jest plusem. Brzmi trywialnie i takie też jest, dopóki łańcuch jest jeden.

3. Sprawdzenie rozdzielnicy

Norma stawia jej cel tak: upewnić się, że wszystkie łańcuchy zbiegające się w skrzynce są podłączone poprawnie (z zachowaniem biegunowości).

To osobna próba niż samo sprawdzenie biegunowości kabli, które norma opisuje wcześniej. Tamta dotyczy wszystkich przewodów prądu stałego i ich oznaczenia, ta jednego miejsca: skrzynki, w której łańcuchy schodzą się równolegle.

Po co osobna próba, skoro multimetr pokazuje znak minus? Bo przy dwudziestu obwodach przeoczenie jednego minusa jest banalnie łatwe. Norma każe więc wywołać różnicę, której nie da się przeoczyć: wpina się wszystkie bezpieczniki albo złączki bieguna ujemnego, tak żeby łańcuchy miały wspólną szynę ujemną, nie wpina się żadnego dodatniego, mierzy się napięcie rozwarcia pierwszego łańcucha, a potem jedną sondę zostawia się na jego biegunie dodatnim i drugą przykłada kolejno do biegunów dodatnich pozostałych.

Skoro wszystkie mają wspólny minus, to między dwoma poprawnie podłączonymi plusami napięcie powinno być bliskie zeru, z tolerancją ±15 V. Ta tolerancja jest bezwzględna, nie procentowa, bierze się z rozrzutu napięć modułów i różnicy temperatur między łańcuchami. Łańcuch podłączony odwrotnie pokaże około dwukrotności napięcia systemu. Tego nie da się przeoczyć i o to w tej próbie chodzi.

Sprawdź zakres swojego miernika

Przy tej próbie miernik musi mieć zakres co najmniej dwukrotnie większy niż napięcie systemu. Przy łańcuchu 600 V to minimum 1200 V DC. Popularny multimetr CAT III 600 V do tego nie wystarcza, przy odwróconym łańcuchu pokaże przekroczenie zakresu albo się uszkodzi, zamiast dać czytelny wynik.

4. Napięcie rozwarcia

Napięcie rozwarcia łańcucha (napięcie obwodu otwartego) (Uoc) mierzy się przy rozwartym obwodzie, czyli przed zamknięciem jakichkolwiek łączników.

Po co: żeby sprawdzić, czy w łańcuchu jest tyle modułów, ile ma być. Pominięte połączenie albo pomylona liczba modułów to jeden z częstszych błędów montażowych i ta próba wyłapuje go od razu. Kryterium: zgodność z wartością oczekiwaną, typowo w granicach 5 %.

Bez poprawki temperaturowej ten pomiar nic nie znaczy

Napięcie rozwarcia rośnie, gdy temperatura spada, dla modułów krzemowych typowo około 0,3 % na każdy stopień. Przy minus dwudziestu stopniach nadwyżka nad wartością katalogową sięga 11 do 14 procent, a nie „kilku”. Porównanie surowego odczytu z kartą modułu bez tej korekty to najczęstszy błąd interpretacji, jaki widuję w protokołach. Dlatego przy przeglądzie najbezpieczniejsze jest porównanie łańcuchów między sobą, mają tę samą temperaturę, więc korekta się skraca. Specjalistyczne mierniki również ułatwiają ocenę poprzez ekstrapolację wyników w odniesieniu do parametrów STC szeregu modułów.

Odchyłka od razu podpowiada, czego szukać. Napięcie wyraźnie za niskie oznacza moduł podłączony odwrotnie, zwartą diodę obejściową albo zawilgoconą puszkę lub uszkodzoną izolację. Napięcie za wysokie to zwykle błąd okablowania, najczęściej za dużo modułów w szeregu.

5. Prąd łańcucha

Tu norma daje wybór między dwiema metodami i wyraźnie mówi, po co się to robi: żeby wykryć usterki okablowania, a nie żeby zmierzyć wydajność instalacji. To ważne, bo klient odczytuje tę liczbę odwrotnie.

Próba zwarciowa jest metodą preferowaną, bo eliminuje wpływ falownika. Polega na tym, że łańcuch zwiera się celowo i mierzy prąd zwarciowy. Procedura ma twardy szkielet:

  1. wszystkie łączniki i rozłączniki otwarte, łańcuchy odseparowane od siebie;
  2. zwarcie wprowadza się przyrządem z funkcją pomiaru prądu zwarciowego, przewodem zwierającym wpiętym w istniejący łącznik izolacyjny albo dedykowaną skrzynką zwarciową;
  3. prąd mierzy się cęgami, amperomierzem szeregowym albo funkcją przyrządu.

Przyrząd, przewód i łącznik muszą mieć parametry wyższe niż spodziewany prąd zwarciowy i napięcie rozwarcia, nie „mniej więcej takie”.

Tu ludzie tracą zdrowie

Zwarcie przerywa się łącznikiem izolacyjnym i sprawdza, że prąd zszedł do zera, zanim zmieni się jakiekolwiek połączenie. Rozłączenie złącza pod prądem daje łuk, którego prąd stały nie gasi tak jak przemienny. Mierniki wyposażone w specjalne adaptery pomiarowe ograniczają zagrożenie związane z tym pomiarem.

Próba robocza jest prostsza: instalacja pracuje normalnie, falownik śledzi punkt mocy maksymalnej, a prąd mierzy się cęgami zapiętymi na kablu łańcucha albo odczytuje z przekładników w skrzynce czy falowniku. Mniej dokładna, bo wynik zależy od tego, co akurat robi falownik, ale za to bez ingerencji w instalację.

Liczba, na której wykłada się połowa opracowań

Kryterium zgodności prądów łańcuchów wynosi ±10 %. Do 2018 roku norma mówiła o 5 % i tyle wciąż mają szablony protokołów krążące po branży. Instalacja z rozrzutem 7 % jest niezgodna według starego brzmienia i zgodna według obowiązującego.

6. Próby funkcjonalne

Norma wymienia dokładnie dwie pozycje:

  • Aparatura łączeniowa i sterownicza: czy działa, czy jest właściwie zamontowana i podłączona. W praktyce: rozłączniki prądu stałego, wyłączniki, sterowanie wyłączaniem awaryjnym.
  • Każdy falownik: czy działa poprawnie, według procedury producenta.

Norma własnej procedury dla falownika nie podaje i to jest istotne: bez dokumentacji konkretnego urządzenia tej próby nie da się wykonać rzetelnie.

Jedno ograniczenie jest twarde: próby wymagające obecności napięcia przemiennego wolno wykonać dopiero po zbadaniu strony przemiennej. Nie odwrotnie.

7. Rezystancja izolacji obwodów prądu stałego

Ostatnia i najbardziej ryzykowna, bo obwodu prądu stałego nie da się wyłączyć, świeci słońce, jest napięcie. Norma podaje dwie dopuszczalne metody i to ma znaczenie przy instalacjach z elektroniką pod modułami, o czym niżej. Wymagane napięcie próby i minimalną wartość rezystancji określa tablica w normie, zależnie od napięcia systemu: dla instalacji domowej w praktyce 500 lub 1000 V próby i minimum 1 MΩ.

Dlaczego ciągłość jest pierwsza, a izolacja ostatnia

Pomiar rezystancji izolacji polega na przyłożeniu wysokiego napięcia probierczego między kable prądu stałego a przewód ochronny. Żeby taki pomiar wykrył przebicie izolacji do ramy modułu, rama musi należeć do obwodu pomiarowego, czyli musi być elektrycznie połączona z tym przewodem ochronnym.

Rama modułu nie przewodzi. Jest z aluminium, więc wygląda na element, który przewodzi sam z siebie, jednak jest pokryta powłoką anodową, a powłoka anodowa jest izolatorem.

Wytrzymałość elektryczna anodowanego tlenku glinu wynosi według literatury materiałowej od 10 do 25 woltów na mikrometr, a przy anodowaniu twardym nawet do stu. Dla powłoki klasy AA25 daje to od 250 do 625 V napięcia przebicia. Miernik ciągłości pracuje napięciem jałowym rzędu kilku, najwyżej kilkunastu woltów.

Sonda przyłożona do ramy nie styka się z ramą

Styka się z powłoką, która jest „izolatorem”. Producenci modułów doskonale o tym wiedzą: instrukcje montażu Jinko i LONGi wymagają, żeby element uziemiający przebił powłokę tlenkową i zetknął się z metalem pod spodem, wskazują jeden konkretny otwór uziemiający o średnicy 4 mm oznaczony symbolem uziemienia i zabraniają wiercenia własnych. LONGi zabrania nawet rysowania powłoki gdziekolwiek poza tym jednym punktem.

W instrukcji podkładek uziemiających Burndy stoi zdanie, że klemy środkowe i skrajne nie stanowią połączenia elektrycznego. Producent szyn K2 Systems pisze, że nie istnieje standardowe uziemienie ramy modułu, a przy szynach anodowanych na czarno połączenie przewodzące trzeba wykonać osobno, podczas instalacji.

Do tego dochodzi wymóg z normy instalacyjnej, o którym mało kto pamięta: śruba służąca do przyłączenia przewodu ochronnego nie może pełnić żadnej innej funkcji. Śruba, która trzyma moduł mechanicznie, nie ma prawa być jednocześnie śrubą uziemiającą.

Czy ramy w ogóle muszą być uziemione

Odpowiedź jest inna, niż się zwykle pisze, i warto ją rozdzielić na dwie części.

Norma o instalacjach fotowoltaicznych tego nie nakazuje. Zamyka listę środków ochrony po stronie prądu stałego do dwóch pozycji: podwójna albo wzmocniona izolacja, ewentualnie bardzo niskie napięcie.

Ochronę zapewnia więc izolacja, a nie połączenie z ziemią. Punkt o połączeniach wyrównawczych konstrukcji zaczyna się od słów „jeżeli takie połączenie jest wymagane” i mówi wyłącznie, jak je wykonać, kiedy obowiązek wynika skądinąd.

Za to producenci modułów wymagają tego wprost. Jinko pisze w instrukcji montażu, że rama musi być uziemiona. LONGi to samo. JA Solar wymaga przyłączenia do przewodu ochronnego urządzenia.

Różnica jest istotna dla protokołu: brak uziemienia ramy to odstępstwo od dokumentacji producenta, z konsekwencjami gwarancyjnymi, a nie niezgodność z normą. Ale…

Dlaczego to nie jest formalność

Wyobraź sobie przetartą izolację kabla prądu stałego na dachu, w miejscu, gdzie odsłonięty przewód dotyka ramy modułu. Rama stoi pod pełnym napięciem łańcucha.

Jeżeli ta rama nie jest połączona z przewodem ochronnym, prąd nie ma dokąd popłynąć. A skoro nie płynie, falownik nie ma czego wykryć. Autotest przy starcie pokaże izolację w porządku, monitoring pokaże zieloną instalację, aplikacja nie zgłosi niczego. Może to generować zapalny łuk elektryczny do innych elementów dachu, lub spowodować śmiertelne porażenie osób mających kontakt z jakimkolwiek elementem, na który przedostanie się takie napięcie.

To nie jest wada falownika. Falownik mierzy dokładnie to, co ma mierzyć: izolację względem swojego zacisku ochronnego. Rama, która nie jest z tym zaciskiem połączona, nie należy do obwodu pomiarowego, a przyrząd nie ma jak zasygnalizować, że czegoś nie widzi.

Dlatego uziemienie ram nie jest pozycją do odhaczenia. Jest warunkiem, żeby cały automatyczny nadzór izolacji działał prawidłowo i chronił przed poważnymi skutkami takimi jak pożar czy porażenie.

Przejdźmy drogę, którą musiałby przejść prąd zwarciowy z ramy do przewodu ochronnego:

  1. przewód ochronny,
  2. zacisk uziemiający,
  3. profil szyny,
  4. złączka między odcinkami szyn,
  5. klema dociskająca moduł,
  6. rama modułu,
  7. narożnik ramy,
  8. drugi bok tej samej ramy.

Osiem elementów, siedem styków, a cztery z nich (wytłuszczone) nie są z założenia połączeniami elektrycznymi. To połączenia mechaniczne, które czasem przewodzą przy okazji.

Dochodzi do tego fizyka złącza śrubowego: rzeczywista powierzchnia, przez którą płynie prąd, to znacznie mniej niż jeden procent powierzchni pozornej styku (M. Braunovic, IEEE Transactions on Components and Packaging Technologies 25(4), 2002).

Wracając do pomiaru izolacji: jeżeli klema uziemiająca nie przebiła powłoki anodowanej, śruba łącząca profile się poluzowała albo mostek wyrównawczy się utlenił, rama jest potencjałowo odcięta i nie należy do obwodu pomiarowego.

Od czego to się utlenia

Połączenie ochronne rzadko przestaje przewodzić od razu. Zwykle rozpada się przez korozję styku, a ta ma dwie główne przyczyny, i obie są błędem montażowym, nie zużyciem.

Zła para metali. Norma o ochronie odgromowej zakazuje bezpośredniego łączenia miedzi z aluminium i ze stalą ocynkowaną; dopuszcza tylko połączenia spawane albo złącza bimetaliczne. Zabrania też prowadzenia miedzi nad cynkiem czy aluminium nawet bez styku, bo spływająca woda niesie mikrocząstki miedzi, które niszczą powłokę cynkową poniżej. Przewód wyrównawczy jest zwykle miedziany, a konstrukcja aluminiowa, to jest właśnie ta para.

Odwrotny stosunek powierzchni. Śruba ze stali nierdzewnej w profilu aluminiowym jest prawidłowa: mały element ze szlachetniejszego metalu na dużej powierzchni mniej szlachetnego jest bezpieczny. Odwrotny układ już nie, długa nierdzewna klema dociśnięta do małego pola styku na aluminium zjada to pole.

Po ilu latach połączenie przestaje przewodzić

Nie ma na to odpowiedzi, i nie jest to kwestia słabego szukania. Nikt tego nie zmierzył w instalacjach fotowoltaicznych. Norma ISO 9223 podaje szybkości korozji tylko dla pierwszego roku i sama zabrania mnożenia ich przez liczbę lat. Dlatego liczy się co innego: rezystancja rosnąca w kolejnych przeglądach tego samego miejsca. Pojedynczy pomiar o degradacji nie mówi nic, dopiero drugi i trzeci.

Skutek jest gorszy niż brak pomiaru. Miernik pokaże wtedy doskonałą izolację, wynik trafi do protokołu jako pozytywny, a na odciętej ramie może stać pełne napięcie łańcucha i czekać na pierwszą osobę, która jej dotknie: dekarza, kominiarza, montera anteny, albo spowodować łuk do innych elementów dachu o innym potencjale.

Dlatego norma stawia ciągłość połączeń ochronnych i wyrównawczych jako pierwszą próbę, a rezystancję izolacji jako ostatnią.

Bez potwierdzonej ciągłości ten ostatni pomiar jest pomiarem na wiarę.

🔴 I tu wraca dach skośny. Rzetelne sprawdzenie ciągłości nie polega na dotknięciu sondą każdej ramy. Polega na czymś trudniejszym: na ustaleniu, którędy w tej konkretnej instalacji biegnie droga ochronna, a potem na sprawdzeniu każdego jej ogniwa osobno.

Sonda nie idzie przy tym „do ramy”, tylko do wyznaczonego przez producenta otworu uziemiającego, tego oznaczonego symbolem, o który producent prosi, żeby go nie wiercić samemu, ewentualnie do blaszek uziemiających nacinających powierzchnię anodowaną pod klemami.

To jedyne miejsca na ramie, w którym powłoka ma być przebita, i jedyne, w którym pomiar cokolwiek znaczy. Praktyka, która to porządkuje, jest prosta: najpierw zmierz ciągłość między dwoma punktami tego samego elementu. Jeżeli między dwoma miejscami na tej samej szynie miernik pokazuje ciągłość, to znaczy, że sondy naprawdę dotknęły metalu, a nie tlenku. Dopiero wtedy ma sens mierzenie styku do elementu sąsiedniego.

Czy rama w ogóle ma być uziemiona? Moduł jest urządzeniem klasy II i sam w sobie uziemienia nie wymaga. Norma o instalacjach fotowoltaicznych też tego nie nakazuje. Mówi tylko, jak to zrobić, jeżeli obowiązek wynika skądinąd, na przykład z ochrony odgromowej budynku. Bywa, że nie wynika, i wtedy brak połączenia ramy nie jest usterką, tylko stanem zgodnym z projektem.

Zawiera za to zdanie, które przy aluminium jest kluczowe: należy zastosować odpowiednie złącza, tak aby zapewnić połączenia wyrównawcze wszystkich części metalowych. Sama norma zakłada więc, że zwykłe skręcenie aluminium nie wystarcza.

Przy modułach przykręconych klemami do szyn większość punktów, które trzeba sprawdzić, jest niedostępna bez demontażu, nie dlatego, że nie widać ram, tylko dlatego, że złączki między odcinkami szyn, zaciski uziemiające na profilach i przewód wyrównawczy są pod modułami.

Na dachu skośnym można więc zmierzyć izolację, wpisać do protokołu ładny wynik i nie mieć żadnej pewności, czy on cokolwiek znaczy. To jest różnica między protokołem, który dokumentuje stan instalacji, a protokołem, który dokumentuje wyłącznie to, że ktoś podłączył miernik.

Pamiętaj!

Kategoria druga to pomiar charakterystyki prądowo-napięciowej i badanie termowizyjne. Norma traktuje je jako rozszerzenie, nie obowiązek, i pozwala wykonać je na próbce łańcuchów.

Zestawienie falownika stringowego, optymalizatorów mocy i mikrofalowników pod kątem zakresu badań
Trzy architektury i trzy różne odpowiedzi na pytanie, co instalacja pilnuje sama.

Dlaczego typ falownika zmienia wszystko

Klasyczny falownik stringowy

Moduły są połączone szeregowo w łańcuch. Napięcia poszczególnych paneli sumują się, więc łańcuch z ośmiu modułów daje około 250 V, a z dwudziestu dochodzi do granicy wytrzymałości aparatury, czyli 1000 V. W instalacjach domowych napięcie strony stałej mieści się więc w przedziale mniej więcej 250 do 1000 V, zależnie od tego, ile modułów wisi na jednym łańcuchu. W mroźny, słoneczny poranek, przy rozwartym obwodzie, jest jeszcze wyższe niż robocze. Cała moc idzie przy tym przez jeden punkt, a falownik nie wie nic o poszczególnych panelach.

Konsekwencje są trzy i wszystkie są niekorzystne.

Nic nie pilnuje instalacji między przeglądami. Falownik zobaczy awarię, ale nie powie Ci, że jeden panel od pół roku traci moc. A o części awarii nie powie w ogóle, jeżeli instalacja nie ma sprawnego połączenia ochronnego, bo większość jego zabezpieczeń mierzy właśnie względem ziemi.

Nie da się tego wyłączyć. Dopóki na moduły pada światło, kable są pod napięciem.

Prąd stały nie przechodzi przez zero tak jak przemienny, więc łuk raz zainicjowany pali się dalej, dopóki coś go nie przerwie. Do tego czasu grzeje jedno miejsce, na dachu, między krokwiami.

Jedyne, co powie cokolwiek o pojedynczym module, to pomiar charakterystyki prądowo-napięciowej i termowizja.

Falownik z optymalizatorami mocy

Pod każdym modułem siedzi elektronika, która raportuje jego pracę osobno i obniża napięcie po wyłączeniu. Diagnostyka jest wbudowana i to zmienia bardzo dużo.

Zacznijmy od sprostowania, bo w ofertach bywa to sprzedawane jako przewaga konkretnej marki: badanie rezystancji izolacji przy starcie wykonuje praktycznie każdy dzisiejszy falownik. To nie jest funkcja premium, tylko wymóg, norma instalacyjna dla fotowoltaiki żąda, żeby stan izolacji strony stałej był kontrolowany przez cały okres życia instalacji, i wprost dopuszcza, żeby tę rolę pełnił falownik z wbudowanym monitoringiem. Producenci to realizują: karta katalogowa zwykłego falownika stringowego Huawei, bez żadnych optymalizatorów, wymienia zarówno monitorowanie izolacji, jak i monitorowanie prądu różnicowego.

Prawdziwa różnica między architekturami nie polega więc na tym, czy izolacja jest mierzona, tylko na tym, co dostajesz w zamian.

I tu SolarEdge rzeczywiście się wyróżnia:

  • udostępnia zmierzoną wartość: liczbę, którą można porównać z poprzednim przeglądem i wpisać do protokołu;
  • bada izolację przy każdym wejściu w tryb pracy, w praktyce codziennie o wschodzie słońca;
  • przy zbyt niskim wyniku po prostu nie startuje.
Warunek, o którym nie mówi żadna karta katalogowa

Falownik mierzy każdy biegun względem swojego zacisku ochronnego, a nie między biegunami. To rozróżnienie jest ważniejsze, niż wygląda: między plusem a minusem siedzi generator, czyli źródło napięcia, i nie ma tam żadnej izolacji do zmierzenia. Izolacja to zawsze relacja przewodu czynnego do części dostępnych i do ziemi.

Skoro tak, to pomiar obejmuje dokładnie tyle instalacji, ile sięga ciągłość połączeń ochronnych. I nie chodzi wyłącznie o uziom, bo on jest dopiero końcem tej drogi. Chodzi o każde ogniwo po kolei: połączenie ramy z konstrukcją, złączki między odcinkami szyn, przewód wyrównawczy biegnący po dachu, aż do głównej szyny przy falowniku.

Jeżeli którekolwiek z tych ogniw jest przerwane albo skorodowane, ta część instalacji przestaje należeć do obwodu pomiarowego. Falownik zmierzy wtedy izolację względem tego, co akurat jest podłączone, nie zgłosi błędu, wystartuje normalnie i pokaże stan prawidłowy, a na odciętej ramie może stać pełne napięcie łańcucha.

Dlatego odczyt z falownika nie zastępuje sprawdzenia ciągłości i kolejność jest odwrotna, niż się wydaje: najpierw ciągłość od każdego panelu do szyny wyrównawczej, dopiero potem wolno powołać się na to, co pokazuje falownik.

Skutek jest taki, że przy zaniedbanych połączeniach wyrównawczych instalacja z optymalizatorami jest podczas pracy równie niebezpieczna jak zwykły łańcuch: napięcie i energia są te same, a zabezpieczenie, które miało tego pilnować, po prostu milczy. Gorzej: właściciel jest przekonany, że ma system, który pilnuje się sam.

Wartość progową trzeba odczytać z dokumentacji konkretnego urządzenia, bo jednej „granicy SolarEdge” nie ma: nota aplikacyjna o lokalizacji uszkodzeń izolacji podaje 600 kΩ dla falowników jednofazowych i 1 MΩ dla trójfazowych, karta katalogowa trójfazowego falownika komercyjnego na Europę podaje czułość detekcji doziemienia 167 kΩ, a nota dla falowników serii TerraMax mówi o 50 kΩ.

Ten sam falownik potrafi wskazać przybliżone miejsce uszkodzenia izolacji w łańcuchu, z dokładnością do jednego modułu przy urządzeniach jednofazowych i dwóch przy trójfazowych.

Jest też funkcja wykrywania łuku, oparta na normie IEC 63027. Dwie rzeczy warto o niej wiedzieć. Norma ta nie jest w Europie obowiązkowa, więc nikt nie może Ci powiedzieć, że „przepisy wymagają” takiej detekcji. I co ważniejsze praktycznie: w falownikach ze starszym oprogramowaniem funkcja bywa domyślnie wyłączona. W instalacji sprzed kilku lat może być wyłączona od dnia montażu i nikt tego nie zauważył. Sprawdzenie tego w menu falownika zajmuje minutę i powinno być stałym punktem przeglądu.

⚠️ Jedna rzecz, o której elektryk musi wiedzieć, zanim dotknie miernika. Producent ostrzega, że podłączenie miernika rezystancji izolacji tylko do jednego ze złączy optymalizatora albo tylko do jednego z kabli strony stałej może spowodować nieodwracalne uszkodzenie optymalizatora. Prawidłowa metoda jest jedną z dwóch, które dopuszcza sama norma. Przy pomiarze rezystancji izolacji generatora można albo zmierzyć osobno biegun ujemny względem ziemi, a potem dodatni względem ziemi, albo zewrzeć oba bieguny i zmierzyć je razem względem ziemi. Norma zostawia wybór wykonawcy.

Przy optymalizatorach ten wybór znika, dopuszczalna jest wyłącznie druga metoda. Producent każe podłączyć oba przewody wyjściowe optymalizatora do miernika jednocześnie, przez rozgałęźnik MC4, czyli krótki przewód w kształcie litery Y, który sprowadza plus i minus do jednego punktu podłączenia miernika. To osprzęt za kilkadziesiąt złotych, którego w standardowej walizce elektryka po prostu nie ma. Producenci mierników dają w zestawach przejściówki MC4, ale rozgałęźnika już nie.

I pułapka, przez którą warto przeczytać instrukcję do końca: metodyka odwraca się w zależności od tego, co jest podłączone. Z optymalizatorem mierzy się oba bieguny razem, a pojedynczy moduł bez optymalizatora każdy biegun osobno, producent wyraźnie zabrania używać do tego rozgałęźnika. Odruch przeniesiony z instalacji domowej, czyli pomiar bieguna po biegunie, kosztuje tu kilkaset złotych za sztukę uszkodzonej elektroniki.

Napięcie próby także trzeba odczytać z dokumentu właściwego dla rodziny falownika i serii optymalizatora. W procedurze dla falowników mieszkaniowych producent każe ustawić 500 V, zaznaczając, że 1000 V jest obsługiwane przy optymalizatorach serii S. W analogicznej procedurze dla falowników komercyjnych ten sam producent przepisuje próbę od 1000 do 1500 V. Karty katalogowe optymalizatorów nie podają dopuszczalnego napięcia próby w ogóle.

Mikrofalowniki i moduły AC

Każdy moduł ma własny falownik, zamieniający prąd na przemienny od razu pod panelem. Obwód prądu stałego skraca się do fabrycznych kabli modułu, a napięcie spada do kilkudziesięciu woltów.

To najbezpieczniejsza architektura z trzech i warto powiedzieć, dlaczego.

Napięcie obwodu stałego nie przekracza typowo sześćdziesięciu woltów zamiast sześciuset, a długość tego obwodu to pojedyncze metry zamiast dziesiątek. Energia, jaką mógłby zasilić ewentualny łuk, jest przez to nieporównanie mniejsza, a napięcie jest zbyt niskie, żeby przebić szczelinę powietrzną.

Nie znaczy to jednak, że łuk jest niemożliwy, i tu trzeba uczciwie skorygować obiegową opinię. Łuk szeregowy w rozluźniającym się albo korodującym złączu podtrzymuje się już przy kilkunastu woltach i prądzie rzędu ułamka ampera, a obwód modułu ma do dyspozycji sześćdziesiąt woltów i kilkanaście do dwudziestu amperów. Właściwe sformułowanie brzmi więc: ryzyko łuku prądu stałego jest istotnie zredukowane, ale nie wyeliminowane. Część ryzyka przenosi się przy tym na stronę przemienną, bo pod modułami biegnie wtedy magistrala 230 lub 400 V.

Mikrofalownik nadzoruje izolację sam. Enphase mierzy rezystancję obwodu stałego względem ziemi w sposób ciągły i przy jej spadku poniżej 7 kΩ zatrzymuje produkcję.

Zwróć uwagę na jedno słowo: względem ziemi. Nie między kablami. Cały ten nadzór działa więc wyłącznie wtedy, gdy połączenie wyrównawcze i uziemienie są sprawne. Przerwane połączenie ochronne nie powoduje błędu, powoduje ciszę.

Dwa ograniczenia praktyczne tego nadzoru:

  • próg jest około siedemdziesiąt razy niżej niż kryterium normy: 7 kΩ wobec 0,5 MΩ, które norma stawia obwodowi o napięciu poniżej 120 V;
  • producent nie udostępnia zmierzonej wartości, tylko sygnalizację awarii.

Praktycznie znaczy to, że system wyłapie zalanie albo przetarcie kabla, ale nie pokaże izolacji, która się pogarsza, i że do protokołu nie da się z niego przepisać żadnej liczby.

Norma przewiduje dla takich instalacji zmodyfikowany zakres badań, i dotyczy to zarówno odbioru, jak i weryfikacji okresowej. Przy fabrycznym module AC strona stała odpada w całości, nie wykonuje się ani badań, ani oględzin. Przy zwykłym mikrofalowniku zwolnienie jest węższe: odpadają badania obwodów stałych, ale oględziny tej strony instalacji pozostają wymagane, i to tylko pod warunkiem, że wykorzystano wyłącznie fabryczne kable modułu i falownika. Jeżeli instalator dołożył własne okablowanie, a przy urządzeniach obsługujących po kilka modułów jest to prawdopodobne, zwolnienie nie przysługuje i badania wykonuje się w pełnym zakresie.

Tu jest haczyk, który wraca w tym tekście jak refren: żeby stwierdzić, czy okablowanie jest fabryczne, trzeba zajrzeć pod moduł.

Porównanie dostępu do spodu modułów przy montażu na dachu skośnym, dachu płaskim i na gruncie
Ta sama liczba paneli na gruncie i na dachu skośnym to dwie różne roboty.

Dlaczego kształt dachu decyduje bardziej niż moc instalacji

Fotowoltaika jest jedynym przeglądem, w którym połowa badanego obiektu jest fizycznie zabudowana.

Pod modułem znajdują się: puszka przyłączeniowa z diodami obejściowymi, złącza wtykowe, kable prądu stałego prowadzone po konstrukcji i przewód wyrównawczy. Czyli elementy, do których nie ma dostępu z góry, a które pracują w cyklach temperaturowych i w wilgoci.

W modułach z ogniwami ciętymi na pół, powszechnych na rynku od kilku lat, puszka przyłączeniowa jest rozdzielona na trzy mniejsze, rozłożone wzdłuż środka tylnej ścianki modułu, Jinko nazywa je w instrukcji montażu wprost „three split junction boxes”. Niezależnie od rozmieszczenia instrukcje producentów zabraniają ich otwierania; Trina pisze wprost, że nie wolno otwierać puszki, żeby wymienić diody, nawet jeżeli są uszkodzone. Stan diod obejściowych i połączeń wewnątrz puszki ocenia się więc wyłącznie metodą bezdotykową, czyli termowizyjnie.

Wykaz elementów pod modułem: złącza, puszka przyłączeniowa, przewód wyrównawczy i kable prądu stałego
Elementy, które zawodzą najczęściej, leżą po niewidocznej stronie modułu.

Dach skośny

Na dachu skośnym decyduje typ falownika

Masz mikrofalowniki? Przegląd wykonujemy. Przy tej architekturze norma sama zawęża zakres badań strony stałej, więc brak dostępu pod moduły nie przekreśla wartości protokołu.

Masz falownik stringowy, hybrydowy albo optymalizatory mocy? Nie zrobimy Ci przeglądu. Nie dlatego, że nie umiemy albo nie chcemy zarobić, tylko dlatego, że żeby sprawdzić złącza i połączenia wyrównawcze, trzeba zdjąć moduły. Bez tego badanie nie ma wartości dowodowej, niezależnie od tego, ile danych pokazuje aplikacja.


Moduł leży kilkanaście centymetrów nad pokryciem, rzędy są ułożone ciasno, a dostęp masz w praktyce tylko od krawędzi rzędu.

W typowych systemach szynowo-klemowych jedna klema środkowa dociska jednocześnie krawędzie dwóch sąsiadujących modułów. Zdjęcie modułu ze środka rzędu nie jest więc odkręceniem jednej śruby: trzeba poluzować obie klemy, które go otaczają, a każda z nich trzyma także sąsiada. Sąsiednich modułów nie trzeba demontować, ale na czas prac tracą one jedno z dwóch mocowań. To jest powód, dla którego takiej czynności nie wykonuje się rutynowo w ramach przeglądu, tylko przy naprawie.

Sama norma zresztą to przewiduje: zastrzega, że okablowanie, które po zamontowaniu nie będzie łatwo dostępne, należy obejrzeć przed montażem albo w jego trakcie. Zdanie napisane z myślą o odbiorze nowej instalacji. Przy przeglądzie po pięciu latach ta okazja minęła i nikt z niej wtedy nie skorzystał.

Dach płaski i grunt

Na konstrukcji pochylonej prześwit pod modułem rośnie od kilku centymetrów z przodu do kilkudziesięciu z tyłu, co daje częściowy wgląd pod panel bez ruszania czegokolwiek. Na gruncie wchodzi się pod stół i ogląda spód. Zakres oględzin, który na dachu skośnym jest niewykonalny, tam wykonuje się normalnie.

To jest największa zmienna cenowa w całej usłudze i nie ma nic wspólnego z mocą instalacji. Ta sama liczba paneli na gruncie i na dachu skośnym to dwie różne roboty.

Pisaliśmy o tym szerzej w tekście fotowoltaika na gruncie czy na dachu.

„A nie da się dronem taniej?”

Dron jest świetnym narzędziem i nie ma sensu udawać, że nie jest. Tylko robi coś innego, niż myśli większość pytających.

Kamera termowizyjna z góry widzi całkiem dużo, ale tylko z jednej strony modułu.

Dron zobaczy Dron nie zobaczy
gorące ogniwo stanu złącza pod modułem
podłańcuch odcięty diodą obejściową korozji, która jeszcze nie grzeje
moduł cieplejszy od sąsiadów ciągłości połączeń wyrównawczych
przegrzaną puszkę przyłączeniową niczego od spodu modułu

Puszkę widać dlatego, że jest przyklejona do laminatu i jej ciepło dochodzi na szybę.

Czego dron nie zrobi? Nie postawi diagnozy. Specyfikacja techniczna IEC TS 62446-3, regulująca termografię instalacji fotowoltaicznych, traktuje przelot dronem jako inspekcję uproszczoną: jej zadaniem jest wytypować moduły z widocznym problemem, po czym na tych modułach wykonuje się inspekcję szczegółową. Ta sama specyfikacja wymaga, żeby przy braku jednoznacznej oceny od strony frontowej obejrzeć moduł od tyłu, wizualnie i termograficznie.

Jest też granica twardsza od rozdzielczości kamery. Złącze nie leży pod szybą, tylko wisi na kablu pod modułem, oddzielone warstwą powietrza, a moduł w podczerwieni nie jest przezroczysty. Kamera mierzy temperaturę powierzchni, w którą patrzy, nie tego, co jest za nią. Do tego termowizja pokazuje wyłącznie to, co już grzeje pod obciążeniem: korozja styku, która nie podniosła jeszcze rezystancji, niezatrzaśnięty wtyk, wilgoć pod uszczelką, źle zaciśnięta tulejka albo wtyk jednej marki wciśnięty w gniazdo drugiej to ustalenia z oględzin, nie z termogramu. Dron poprzedza więc wejście na dach, a nie je zastępuje.

A prawo lotnicze bywa tu zaskoczeniem. Dron cięższy niż 250 gramów bez fabrycznego oznaczenia klasy (dotyczy to także starszych modeli konsumenckich) musi trzymać sto pięćdziesiąt metrów od terenów mieszkalnych. Nad domem w zabudowie po prostu nim nie polecisz. Do tego operator musi być zarejestrowany, a dron widoczny gołym okiem przez cały lot.

Krótko: dron nie jest tańszym zamiennikiem przeglądu, tylko osobną usługą z własnymi formalnościami.

Czego nie wykryje żaden system, nawet najnowszy

To jest sekcja dla osób, które słyszały od instalatora, że „aplikacja wszystko pokaże”.

Złącze jest jednym z głównych podejrzanych, choć wbrew obiegowej opinii nie najczęstszym. W przeglądzie źródeł pożaru w 75 instalacjach, przywołanym w raporcie IEA-PVPS T13-01:2014 „Review of Failures of Photovoltaic Modules”, udział wyglądał tak:

  • reszta instalacji: 37 %,
  • moduł poza złączką: 34 %,
  • szybkozłączka: 29 %.

Autorzy raportu zwracają jednak uwagę na coś ważniejszego od samego procentu: złączka leży znacznie bliżej materiałów palnych (drewnianych krokwi i izolacji cieplnej) niż laminat modułu.

Mechanizm jest zawsze ten sam: narastająca rezystancja przejścia z korozji styku albo z poluzowania. A przy prądzie stałym łuk nie ma zera napięcia, na którym mógłby zgasnąć.

Żaden z producentów mikrofalowników nie opisuje w dokumentacji funkcji, która by to wykrywała, a dane z monitoringu pokażą co najwyżej spadek mocy modułu, nie odróżniając korozji od zabrudzenia, zacienienia i mikropęknięcia.

Żaden monitoring nie mierzy też ciągłości połączeń wyrównawczych, nie widzi korozji uchwytów, poluzowanych klem ani nieszczelnego przejścia przez pokrycie.

I rzecz najważniejsza, o której mówi się najrzadziej.

Falownik, który sam nadzoruje rezystancję izolacji, mierzy ją między kablami prądu stałego a ziemią, a nie względem ramy modułu. Jeżeli rama nie należy do obwodu pomiarowego, bo połączenie wyrównawcze jest przerwane albo w danym rozwiązaniu w ogóle go nie przewidziano, uszkodzenie izolacji do tej ramy nie tworzy drogi prądu do ziemi. Falownik zmierzy wtedy wysoką rezystancję i zgłosi stan prawidłowy, choć rama będzie pod napięciem.

Nie jest to domysł. Norma PN-EN 62446-1 w punkcie 6.7.2 przewiduje dla instalacji, w których rama nie jest połączona z ziemią, drugi, dodatkowy pomiar: kabli generatora względem ramy, i wymaga upewnienia się, że ciągłość obejmuje całą metalową konstrukcję. Gdyby pomiar do ziemi już to obejmował, ten drugi byłby zbędny.

Dlatego kolejność przy przeglądzie jest sztywna: najpierw ciągłość i stan połączeń ramy, dopiero potem wolno powołać się na odczyt z falownika. Odwrotna kolejność to wystawienie oceny pozytywnej na podstawie przyrządu, który akurat tej wady nie widzi. Dotyczy to zresztą nie tylko nadzoru falownika, ale każdego pomiaru rezystancji izolacji, także tego wykonanego przez elektryka podczas przeglądu. Opisałem ten mechanizm szczegółowo wyżej, przy kolejności prób.

Ile kosztuje przegląd fotowoltaiki i skąd bierze się ta cena

Ile to kosztuje konkretnie

600-1500 zł netto za samodzielny przegląd instalacji do 22 kWp na gruncie, na dachu płaskim albo z mikrofalownikami. Od 400 zł netto, jeżeli zamawiasz go razem z przeglądem instalacji elektrycznej domu, wtedy dojeżdżamy raz, a część czynności się pokrywa. Instalacje hybrydowe z magazynem energii wyceniamy osobno, bo zakres pracy jest tam istotnie większy. Instalacji z falownikiem stringowym na dachu skośnym nie wyceniamy, bo ich nie badamy, dlaczego, opisuję wyżej.


Dostęp. Grunt i dach płaski pozwalają obejrzeć instalację w całości. Dach skośny nie pozwala, i to jest różnica godzin pracy, a czasem różnica między przeglądem pełnym a przeglądem z zapisanym ograniczeniem.

Architektura. Instalacja z optymalizatorami wymaga procedury producenta, osobnego osprzętu i pięciu minut oczekiwania na rozładowanie przy każdym cyklu wyłączenia, a takich cykli przy schodzeniu od łańcucha do pojedynczego elementu jest kilkanaście. Instalacja stringowa wymaga przywiezienia całej diagnostyki ze sobą.

Sprzęt. Miernik obsługujący pełny zakres badań fotowoltaicznych to wydatek rzędu kilkunastu do dwudziestu kilku tysięcy złotych netto, kamera termowizyjna o parametrach nadających się do badania modułów kolejnych kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy, do tego miernik nasłonecznienia. To nie jest wyposażenie, które elektryk wozi w aucie przy okazji.

Pogoda. Część badań ma sens dopiero przy odpowiednim nasłonecznieniu. Producenci kamer podają progi rzędu pięciuset do siedmiuset watów na metr kwadratowy dla badania termowizyjnego. Przy zachmurzeniu termin się przesuwa, a nie „robi się, co się da”.

Warunki pracy. Praca na dachu to praca na wysokości już od jednego metra nad poziomem terenu, zaliczana do prac szczególnie niebezpiecznych. Przy zleceniach dla firm i instytucji zamawiający zwykle wymaga od wykonawcy asekuracji i pracy w zespole dwuosobowym, bo sam ma taki obowiązek wobec osób wykonujących u niego pracę na własny rachunek.

Ostatnia rzecz, o której warto powiedzieć wprost. Przegląd instalacji na dachu skośnym wyklucza wykonanie tego dnia czegokolwiek innego. To nie jest usługa, którą da się dołożyć do trasy.

Cenę przeglądu swojej instalacji policzysz w kalkulatorze wyceny przeglądu. Jeżeli wyjdzie Ci kwota, która wydaje się absurdalna przy mocy sześciu kilowatów, wróć do sekcji o dachu skośnym. Tam jest cała odpowiedź.

Dla porównania: sam przegląd instalacji elektrycznej w domu, bez fotowoltaiki, mieści się w zupełnie innym przedziale i opisaliśmy go w tekście ile kosztuje przegląd elektryczny w domu jednorodzinnym. Uwaga na odwrotny wniosek, bo krąży po internecie: nie jest tak, że przegląd fotowoltaiki musi być droższy od przeglądu domu. Prosta instalacja na gruncie albo na dachu płaskim, z jednym łańcuchem i dostępem do każdego złącza, potrafi kosztować mniej niż przegląd domu jednorodzinnego, w którym trzeba obejść rozdzielnicę i kilkanaście obwodów w każdym pomieszczeniu.

Podejrzana jest niska cena tam, gdzie nie ma dostępu. Jeżeli ktoś wycenia przegląd instalacji na dachu skośnym z falownikiem stringowym tak, jakby to była instalacja na gruncie, to znaczy, że nie planuje zdejmować modułów ani wchodzić pod nie. Pytanie, które warto zadać przy takiej ofercie, brzmi więc nie „dlaczego tak tanio”, tylko „czego dokładnie nie sprawdzicie i czy zapiszecie to w protokole”.

Protokół: co w nim musi być i dlaczego zakres jest najważniejszy

Protokół z kontroli nie jest zaświadczeniem, że jest dobrze. Jest opisem tego, co sprawdzono.

Wymóg jest ustawowy. Zgodnie z art. 62a ust. 2 pkt 5 Prawa budowlanego protokół z kontroli zawiera co najmniej zakres kontroli. To jest ustawowe miejsce na zapisanie, co zostało zbadane, a tym samym czego zbadać się nie dało.

Norma idzie dalej. PN-HD 60364-6:2016-07, dotycząca sprawdzania instalacji elektrycznych niskiego napięcia, zawiera w Załączniku E wzór protokołu ze sprawdzenia instalacji istniejącej, a w nim osobną część przeznaczoną na zakres i ograniczenia sprawdzenia: co zostało objęte protokołem, jakie ograniczenia uzgodniono i z jakiego powodu, z kim je uzgodniono oraz jakie ograniczenia napotkano w trakcie prac. Uwagi do formularza mówią wprost, że elementy objęte protokołem i te, które nim objęte nie są, powinny zostać w tej części określone.

Czyli: polskie przepisy i polska norma przewidują dokładnie tę sytuację, w której czegoś nie da się sprawdzić. Nie przewidują natomiast przemilczenia tego faktu.

Dlatego w protokole z przeglądu instalacji na dachu skośnym powinno się znaleźć zdanie tej treści, że elementów niedostępnych bez demontażu, to jest spodu modułów, złączy i kabli prowadzonych pod panelami, nie objęto oględzinami, wraz z podaniem powodu, osoby, z którą to uzgodniono, i metody zastosowanej zastępczo.

Protokół bez takiego zapisu, przy instalacji, do której nie było dostępu, mówi nieprawdę o własnym zakresie. I to jest właśnie ten dokument, który przy szkodzie nie obroni ani Ciebie, ani wykonawcy.

Po co Ci ten protokół

Tu trzeba rozdzielić dwa przypadki, bo obiegowa opinia myli je nagminnie.

Jeżeli masz dom jednorodzinny, protokół nie trafia do żadnego rejestru ani książki. Art. 60b ust. 2 pkt 1 lit. a Prawa budowlanego wprost wyłącza budynki mieszkalne jednorodzinne z obowiązku prowadzenia książki obiektu budowlanego. To samo wyłączenie obejmuje garaże i budynki gospodarcze w zabudowie jednorodzinnej oraz budownictwo zagrodowe i letniskowe. Obowiązek samej kontroli z art. 62 ust. 1 pkt 2 zostaje, ale jej wynik istnieje wyłącznie w Twojej teczce.

To paradoksalnie czyni protokół ważniejszym, a nie mniej ważnym. Nie ma bowiem żadnego innego miejsca, w którym dałoby się później wykazać, że kontrola w ogóle się odbyła. Sięga po niego ubezpieczyciel przy likwidacji szkody i biegły przy ustalaniu przyczyny pożaru. Bywa wymagany przy sprzedaży nieruchomości.

A jeżeli zarządzasz czymś większym niż dom

Tu sytuacja odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Art. 60b ust. 1 nakazuje prowadzić książkę obiektu budowlanego dla każdego budynku, a także dla obiektu niebędącego budynkiem, którego projekt podlega obowiązkowi sprawdzenia. Wyłączenia z ustępu 2 są zamkniętą listą, obejmują między innymi domy jednorodzinne, budownictwo zagrodowe i letniskowe. Jeżeli zarządzasz czymkolwiek innym, książkę prowadzisz.

Wszystko poza tą listą książkę mieć musi. W praktyce dotyczy to więc budynków wielorodzinnych i zasobów wspólnot oraz spółdzielni, biurowców, hal produkcyjnych i magazynowych, obiektów handlowych, a także szkół, przedszkoli i żłobków. Jeżeli zarządzasz którymkolwiek z nich i masz na dachu fotowoltaikę, protokół z jej przeglądu nie jest luźnym dokumentem w segregatorze, tylko załącznikiem do książki.

Trzy rzeczy, które w tej sytuacji warto wiedzieć przed wyborem wykonawcy:

Książkę prowadzi się elektronicznie, w rządowym systemie c-KOB. Papierowa pozostała wyłącznie dla obiektów na terenach zamkniętych.

Protokół z kontroli dołącza się do książki na podstawie art. 64 ust. 3 Prawa budowlanego, razem z ekspertyzami i ocenami stanu technicznego.

Osoba przeprowadzająca kontrolę ma własne, ustawowe uprawnienie do dokonania wpisu, a właściciel albo zarządca ma obowiązek zapewnić jej dostęp do systemu. Wykonawca, który nie wie, jak się w c-KOB poruszać, zostawi Ci robotę do dokończenia.

Dokument, w którym zakres kontroli nie odpowiada temu, co realnie zrobiono, jest łatwy do podważenia. Sam oceń, czy warto mieć taki w segregatorze.

Kto może wykonać przegląd instalacji fotowoltaicznej

Kontrolę stanu technicznego instalacji elektrycznych i piorunochronnych mogą przeprowadzać osoby posiadające kwalifikacje wymagane przy wykonywaniu dozoru nad eksploatacją urządzeń, instalacji oraz sieci energetycznych. Wynika to z art. 62 ust. 5 Prawa budowlanego.

W praktyce oznacza to świadectwo kwalifikacyjne w zakresie dozoru, oznaczane literą D. Świadectwa tracą ważność po pięciu latach, więc warto zapytać wykonawcę nie tylko o to, czy je ma, ale też kiedy je odnawiał.

Co możesz sprawdzić sam? Niewiele, i to jest uczciwa odpowiedź. Możesz obejrzeć instalację z ziemi, sprawdzić w aplikacji, czy któryś moduł nie odstaje uzyskiem od sąsiadów, i zwrócić uwagę na przebarwienia na widocznych kablach. Wszystko, co wymaga miernika albo wejścia na dach, zostaw komuś, kto ma do tego uprawnienia i sprzęt.

Możesz za to przygotować obiekt tak, żeby przegląd poszedł sprawnie i nie przeciągnął się o godziny. Zebraliśmy to w osobnej liście: jak przygotować się do przeglądu instalacji elektrycznej w domu.

Najczęstsze pytania

Co ile lat trzeba robić przegląd fotowoltaiki? Instalacja fotowoltaiczna jest częścią instalacji elektrycznej budynku, więc obejmuje ją kontrola co najmniej raz na pięć lat. Producenci urządzeń bywają bardziej wymagający i uzależniają gwarancję od częstszych przeglądów serwisowych. To dwie różne rzeczy: pierwsza wynika z ustawy, druga z umowy.

Czy przegląd elektryczny domu obejmuje fotowoltaikę? Powinien, ale w praktyce często nie obejmuje. Przegląd domu w cenie kilkuset złotych nie zawiera badań strony stałej, bo wymagają one innego sprzętu i kilkukrotnie dłuższego czasu. Zapytaj wprost, czy oferta obejmuje pomiary po stronie prądu stałego i badanie termowizyjne modułów.

Czy brak przeglądu unieważnia ubezpieczenie? Ubezpieczyciele różnie regulują tę kwestię i warunki zmieniają się między wersjami dokumentów. Nie sugeruj się tym, co przeczytasz w internecie, tylko sprawdź w swojej polisie, w części o obowiązkach ubezpieczonego. Jeżeli jest tam mowa o utrzymaniu instalacji w należytym stanie technicznym, protokół jest jedynym dowodem, że go dochowałeś. Przeanalizowaliśmy warunki kilkudziesięciu polis w tekście obowiązkowe przeglądy instalacji a ubezpieczenie domu.

Czy falownik nie powie mi, że coś jest nie tak? Powie o awarii, którą potrafi wykryć, ale tylko wtedy, gdy instalacja ma sprawne połączenia wyrównawcze, zachowaną ciągłość, dokręcone połączenia śrubowe po drodze i działający uziom. Nadzór izolacji i wykrywanie doziemienia mierzą względem ziemi, więc przerwane połączenie ochronne nie powoduje błędu, powoduje ciszę. Falownik pokazuje wtedy stan prawidłowy, bo stracił punkt odniesienia. Poza tym są rzeczy, których falownik nie mierzy w ogóle:

  • korodujące złącze,
  • poluzowana klema,
  • przerwane połączenie wyrównawcze,
  • stan uziomu.

Nowoczesna elektronika zawęża listę rzeczy do sprawdzenia ręcznie, ale jej nie kasuje, a to, co na niej zostaje, jest warunkiem działania całej reszty.

Mam mikrofalowniki, słyszałem, że u mnie nie ma czego badać. Zacznijmy od tego, co jest prawdą: jeżeli masz mikrofalowniki, masz najbezpieczniejszą z trzech architektur dostępnych na rynku, i to z powodów konstrukcyjnych, nie marketingowych. Nie ma obwodu wysokiego napięcia stałego, bo prąd zamienia się na przemienny od razu pod panelem. Nie ma czego wyłączać po pożarze, bo po odcięciu zasilania przemiennego zostaje tylko napięcie samego modułu. Urządzenie ma separację galwaniczną. Awaria jednego modułu nie kładzie reszty, a dane masz z każdego panelu osobno. Norma to potwierdza, oficjalnie zawężając zakres badań.

Teraz uczciwie o tym, co zostaje. Przy fabrycznym module AC strona stała odpada w całości. Przy zwykłym mikrofalowniku zwolnienie jest węższe: odpadają badania obwodów stałych, ale oględziny tej strony instalacji zostają, i to pod warunkiem, że wykorzystano wyłącznie fabryczne kable modułu i falownika. A tego warunku nie da się sprawdzić z ziemi. Trzeba zajrzeć pod moduł i zobaczyć, czym to jest połączone. Dopóki nikt tego nie zrobił, „u mnie nie ma czego badać” jest założeniem, nie ustaleniem. Zostaje też cała strona przemienna, która przy tej architekturze biegnie pod modułami, i to ją bada się w pierwszej kolejności.

Czy trzeba zdejmować panele? Zwykle tak, choć nie wszystkie. Złącza wtykowe, puszki przyłączeniowe i większość punktów, w których sprawdza się ciągłość połączeń wyrównawczych, znajdują się pod modułami. Nie da się ich obejrzeć ani dotknąć sondą, patrząc na instalację z góry. Jeżeli nikt nie zajrzał pod moduł, te elementy nie zostały sprawdzone, niezależnie od tego, co pokazał miernik. Nie zdejmuje się przy tym wszystkiego, tylko tyle, żeby dojść do punktów, których inaczej nie widać, i żeby ocena obejmowała reprezentatywną część instalacji.

Od demontażu można odstąpić wtedy, gdy do wszystkiego jest dostęp bez zdejmowania:

  • na gruncie: wchodzi się pod stół i widzi spód modułów, złącza, kable i konstrukcję;
  • na dachu płaskim: konstrukcja unosi tylną krawędź modułu na tyle, że da się pod nią zajrzeć i dosięgnąć złączy.

To nie są wyjątki od rzetelności, to sytuacje, w których rzetelność da się osiągnąć taniej. Na dachu skośnym takiego dostępu nie ma i dlatego instalacji z falownikiem stringowym na dachu skośnym nie przyjmujemy. Demontaż przy naprawie to osobna sprawa, tam wiadomo już, czego się szuka, i schodzi się do jednego, konkretnego modułu.

Dostaniesz dokumentację gotową do zgłoszenia reklamacji u producenta: wyniki pomiarów z protokołu, a jeżeli zamówiłeś badanie rozszerzone, także raport termowizyjny ze wskazaniem konkretnego modułu.

Uwaga na zakres. Termowizja i pomiar krzywej prądowo-napięciowej to badania kategorii drugiej, czyli zakres rozszerzony, wyceniany osobno. W standardowym przeglądzie wykonujemy kategorię pierwszą, tę, której norma wymaga dla każdej instalacji bez wyjątku. Jeśli zależy Ci na wykryciu pojedynczego słabego modułu, powiedz o tym przy zamówieniu, bo to zmienia zakres i cenę.

Część pomiarów (Voc, Isc, izolacja DC) wymaga rozłączenia stringów, w sumie ok. 30–60 min bez produkcji. Ustalamy harmonogram tak, by zminimalizować straty, ale musisz być gotowy na każdy scenariusz.

Standardowo 2–3 godziny dla 5–10 kWp z 1–2 łańcuchami. Dla większych instalacji liczymy odpowiednio dłużej, przy czym nie określamy ściśle czasu. Kluczem jest wypełnienie procedury przeglądu, a nie wyścig z czasem.

Trzy rzeczy, w tej kolejności.

Uzysk. Moduł z narastającą rezystancją styku albo z uszkodzoną diodą obejściową oddaje mniej prądu, a bez pomiaru nie wiesz, który to.

Ochronę ubezpieczeniową. Przy szkodzie ubezpieczyciel pyta o protokół z aktualnej kontroli. Jego brak bywa podstawą do obniżenia albo odmowy wypłaty.

Podstawę reklamacji. Bez pomiarów i dokumentacji nie zgłosisz wady modułu u producenta w okresie gwarancji.

Ryzyko pożaru też istnieje, ale nie będziemy Cię nim straszyć bez liczb: w przeglądzie źródeł pożaru w 75 instalacjach fotowoltaicznych (raport IEA-PVPS T13-01:2014) szybkozłączka odpowiadała za 29% przypadków, pozostała część modułu za 34%, a reszta instalacji za 37%.

Obowiązek to kontrola co najmniej raz na 5 lat, tak stanowi art. 62 ust. 1 pkt 2 Prawa budowlanego i instalacja fotowoltaiczna, jako część instalacji elektrycznej budynku, podlega mu tak samo jak reszta.

Osobno, i to jest nasze zalecenie, a nie wymóg normy: przy instalacjach starszych niż 5 lat warto kontrolować co 2 lata. Powód jest konkretny, złącza i połączenia wyrównawcze degradują się przez korozję i cykle termiczne, a jedynym sposobem, żeby to wychwycić, jest porównanie rezystancji z poprzednim pomiarem. Pojedynczy wynik nie mówi o degradacji nic.

Producenci urządzeń bywają bardziej wymagający i uzależniają gwarancję od częstszych przeglądów, Hoymiles wymaga inspekcji co roku. To dwie różne rzeczy: pierwsza wynika z ustawy, druga z umowy z producentem.

Tak i nie ma wyjątków.

Podstawę prawną i pełny zakres badań rozpisaliśmy w artykule: czy przegląd instalacji fotowoltaicznej jest obowiązkowy i co obejmuje.

Na koniec, uczciwie

Robimy przeglądy fotowoltaiki i chcemy je robić. Ale nie każdą instalację warto badać za każdą cenę.

Jeżeli masz grunt, dach płaski albo mikrofalowniki, przegląd jest sensowną, wykonalną robotą i dostaniesz z niego pełną informację o stanie instalacji.

Jeżeli masz dach skośny i klasyczny falownik stringowy, uczciwa oferta wygląda tak: albo cena obejmująca demontaż i ponowny montaż modułów, albo protokół z ograniczeniem zakresu na tyle szerokim, że warto zadać sobie pytanie, po co Ci on. Jeżeli ktoś proponuje Ci w tej sytuacji pełny przegląd za kilkaset złotych, to nie znaczy, że jest tańszy. Znaczy, że sprzedaje Ci dokument, a nie badanie.

Nie fałszujemy dokumentacji. Nie wpisujemy wyników pomiarów, których nie wykonaliśmy. Nie zmyślamy zakresu i nie podpisujemy się pod oceną instalacji, do której nie mieliśmy dostępu. Nie kupisz u nas pozytywnego protokołu, u nas kupujesz przegląd, a to, co w nim wyjdzie, zależy od Twojej instalacji, nie od naszej faktury.

Jeżeli chcesz wiedzieć, w jakim stanie naprawdę jest Twoja instalacja, i przyjąć do wiadomości, czego przy Twoim dachu sprawdzić się nie da, to jest dokładnie ta robota, którą lubimy. Napisz do nas przez formularz wyceny, podając typ dachu i model falownika. Te dwie informacje mówią nam o zleceniu więcej niż moc instalacji.

Mamy nadzieję, że ten tekst oszczędzi Ci wydania pieniędzy na przegląd, który niczego by nie wykazał. Jeżeli okazał się przydatny, podziel się nim ze znajomym, który ma panele na dachu.

Dodaj komentarz